Najważniejsze informacje o Centodieci w skrócie
- To hołd dla EB110 i jednocześnie jeden z najbardziej ekskluzywnych modeli Bugatti w historii.
- Pod nadwoziem pracuje 8,0-litrowy W16 z czterema turbosprężarkami, który rozwija 1600 PS i 1600 Nm.
- Samochód przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,4 s, a jego prędkość maksymalna wynosi 380 km/h.
- Powstało tylko 10 egzemplarzy, wszystkie zbudowane ręcznie w Molsheim i sprzedane przed oficjalnym debiutem.
- Cena startowa wynosiła 8 mln euro netto, więc to projekt bardziej kolekcjonerski niż użytkowy.
- Centodieci nie jest retro-kopią EB110, tylko nowoczesną interpretacją na bazie Chirona.
Skąd wziął się Centodieci i co oznacza jego nazwa
Nazwa nie jest przypadkowa. „Centodieci” po włosku oznacza 110 i odnosi się do 110. rocznicy marki oraz do Bugatti EB110, czyli auta, które wraca w tej historii jak punkt odniesienia. Sam model pokazano podczas Monterey Car Week w 2019 roku, a samą ideą było nie tyle odtworzenie przeszłości, ile zbudowanie nowoczesnej interpretacji czegoś, co dla Bugatti ma znaczenie symboliczne. Ja czytam to tak: marka chciała zamknąć w jednym projekcie pamięć o EB110, współczesne możliwości Chirona i własną narrację o coachbuildingu.
W praktyce ważne są jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, cały limit 10 egzemplarzy został wyprzedany jeszcze przed oficjalnym ujawnieniem auta. Po drugie, produkcja była ręczna w Molsheim, więc już od startu mówimy o projekcie z innej półki niż seryjny supersamochód. To prowadzi wprost do liczb, bo przy takim aucie emocje bez danych szybko się rozmywają.
Najważniejsze dane techniczne bez marketingowej otoczki
Najłatwiej zrozumieć ten model przez liczby. One pokazują, że nie chodzi o stylizację bez treści, tylko o bardzo poważną maszynę.
| Parametr | Wartość |
|---|---|
| Silnik | 8,0 l W16 z czterema turbosprężarkami |
| Moc | 1177 kW, czyli 1600 PS |
| Moment obrotowy | 1600 Nm |
| Skrzynia biegów | 7-biegowa dwusprzęgłowa DSG |
| Napęd | Stały napęd na cztery koła |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 2,4 s |
| Prędkość maksymalna | 380 km/h |
| Masa | 1995 kg |
| Zbiornik paliwa | 100 l |
Pod tym wszystkim kryje się bardzo konkretna filozofia. Mamy tu nie tylko ogromną moc, ale też 1600 Nm dostępne w szerokim zakresie obrotów, a to znaczy, że samochód ma ciągnąć brutalnie niemal w całym użytecznym zakresie pracy silnika. Do tego dochodzi napęd AWD i dwusprzęgłowa skrzynia, które są konieczne, by tę siłę w ogóle dało się wykorzystać na asfalcie. Hamulce też nie są symboliczne: przednie tarcze mają 420 mm, tylne 400 mm. Takie liczby tłumaczą, dlaczego projekt nadwozia musiał wspierać aerodynamikę, a nie tylko robić wrażenie na parkingu.
Właśnie dlatego design Centodieci nie jest dodatkiem do techniki, tylko jej częścią. I tu wchodzi najciekawszy element całej historii.

Jak wygląda i dlaczego nie jest tylko przerobionym Chironem
Na pierwszy rzut oka widać, że inspiracja EB110 jest bardzo świadoma. Mamy pięć okrągłych wlotów powietrza, klinową sylwetkę, nisko poprowadzony przód, wąskie reflektory LED i charakterystyczny, niewielki grill typu horseshoe. Z tyłu pojawia się osiem świateł oraz duży dyfuzor, a całość domyka stałe tylne skrzydło. To zestaw detali, który od razu mówi, do jakiej epoki Bugatti się odwołuje.
Jednocześnie to nie jest retro-kopia. Bugatti nie próbowało zbudować muzealnego repliki-triku, tylko nową interpretację, opartą na zupełnie współczesnej geometrii. Inny profil dachu, obniżony przód, czystsze powierzchnie i dopracowane proporcje sprawiają, że Centodieci wygląda bardziej jak rozwinięcie języka stylu niż jego proste powtórzenie. Z mojego punktu widzenia to najważniejsza rzecz w całym projekcie: samochód ma przywoływać wspomnienie EB110, ale nie żyć jego nostalgią.
Warto też pamiętać, że projekt został dopracowany w bardzo krótkim czasie jak na tę klasę aut, a cyfrowe narzędzia i VR pomogły zamknąć cały proces w około sześciu miesiącach. To pokazuje, jak bardzo współczesne są dziś nawet najbardziej ekskluzywne konstrukcje. A skoro wygląd jest już osadzony w historii, naturalnie pojawia się pytanie o pieniądze i rzadkość.
Cena, limit produkcji i dlaczego ten model stał się kolekcjonerski
Cena startowa wynosiła 8 milionów euro netto, a to dopiero początek rozmowy o kosztach. Przy takim projekcie płaci się za ręczne wykonanie, indywidualne dopracowanie nadwozia, znikomy wolumen produkcji i koszty rozwoju, które rozkładają się na zaledwie dziesięć samochodów. W segmencie Bugatti to nie jest wyjątkowy „dodatek” stylistyczny, tylko kalkulacja oparta na skrajnej ekskluzywności.
- Limit produkcji - tylko 10 egzemplarzy, co automatycznie winduje znaczenie każdego z nich.
- Ręczny montaż - każdy samochód powstawał w atelier w Molsheim, a nie na typowej linii produkcyjnej.
- Testy i rozwój - przed produkcją auto przejechało ponad 50 000 km prób, w tym w Nardò.
- Dziedzictwo marki - kupujący płaci też za historię EB110 i pozycję Bugatti w świecie hipersamochodów.
Jeśli patrzeć na to z perspektywy rynku, Centodieci od początku był bardziej aktywem kolekcjonerskim niż samochodem do amortyzacji w garażu. W Polsce finalna kwota po doliczeniu logistyki i podatków byłaby jeszcze wyższa, ale przy tym poziomie cen liczy się już nie tyle katalog, ile konkretna konfiguracja, historia egzemplarza i jego stan. To naturalnie prowadzi do pytania, czy taki samochód da się w ogóle używać tak, jak używa się zwykłego supersamochodu.
Czy to auto do jazdy czy raczej do kolekcji
Tu odpowiedź jest trochę niewygodna, ale uczciwa: można nim jeździć, tylko nie po to został stworzony. Bugatti poddało auto bardzo intensywnym testom, w tym wielokrotnym przejazdom na Nardò, gdzie prototypy potrafiły robić do 1200 km dziennie. To brzmi jak samochód do pracy inżynierów, a nie salonowa rzeźba, i właśnie w tym tkwi jego siła.
Jednocześnie realia są bezlitosne. Zbiornik paliwa ma 100 litrów, a homologacyjne zużycie w cyklu mieszanym wynosi 21,47 l/100 km, więc w normalnym użyciu apetyt na paliwo będzie wysoki. Do tego dochodzą bardzo niska wysokość nadwozia, szerokość ponad 2 metry, opony 285/30 R20 z przodu i 355/25 R21 z tyłu oraz tryby jazdy Lift, EB, Autobahn i Handling, które pokazują, że samochód umie się dostosować, ale nie udaje miejskiego gran turismo. W mojej ocenie to auto dla kogoś, kto naprawdę chce zrozumieć działanie hipersamochodu, a nie tylko postawić go pod szkłem. Takie podejście dobrze domyka też pytanie o jego miejsce w historii marki.
Co Centodieci mówi o Bugatti po epoce W16
| Model | Rola w historii |
|---|---|
| EB110 | Źródło inspiracji i punkt odniesienia dla całej stylistyki projektu |
| Chiron | Nowoczesna baza techniczna, z której wyprowadzono Centodieci |
| Centodieci | Limitowany pomost między dziedzictwem a współczesną interpretacją marki |
Najmocniej cenię w tym samochodzie to, że nie próbuje być wszystkim naraz. Nie jest produkcyjnym rekordzistą, nie udaje praktycznego grand tourera i nie stara się konkurować z „codziennymi” superautami. Zamiast tego zamyka bardzo konkretny rozdział: pokazuje, jak Bugatti potrafi połączyć inżynierię W16, rzemiosło atelier i własną historię w jednym, bardzo małym nakładzie. Ostatni egzemplarz został przekazany w grudniu 2022 roku, więc dziś patrzymy już na model zamknięty, ale jego znaczenie nie zmalało.
Jeśli mam wskazać jedną rzecz, którą warto zapamiętać, to powiedziałbym tak: Centodieci nie jest tylko drogim hołdem dla EB110, ale jednym z najczytelniejszych znaków tego, jak Bugatti łączy historię, limitowaną produkcję i brutalną technikę. Dla fana motoryzacji to auto, które warto znać nie dlatego, że pojawia się rzadko, ale dlatego, że bardzo dobrze pokazuje, jak wygląda samochód zbudowany bez kompromisu między emocją a inżynierią.